• Wpisów:20
  • Średnio co: 99 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 14:38
  • Licznik odwiedzin:1 467 / 2094 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Aresh była młodą i utalentowaną blondynką. Była w średnim wieku. Nie miała męża. Pracowała jako kelnerka w barze dla kierowców tirów. Starała się zarabiać na życie tak aby niczego jej nie brakowało.

Pewnego dnia dostała list od jakiejś ciotki, której nigdy nie znała. W liście tym pisało:



Kochana Aresho. Pewnie mnie nie znasz ale ja ciebie znam bardzo dobrze. Jesteś jedyną moją krewną jak i ja jestem jedyną twoją ciotką.

Proszę cię o przybycie do Szkocji do posiadłości Tirasu, gdzie zostanie ci w testamencie przydzielony mój majątek. Liczę, że przybędziesz i zaszczycisz mnie swoją obecnością dotrzymując mi towarzystwa na łożu śmierci.



Aresh potargała list i wrzuciła go do kosza na śmieci. Weszła do łazienki i nalała wody do wanny. Nie obchodziło jej nic poza swoim własnym ego. Nie chciała odwiedzać żadnych ciotek i nie chciała żadnego majątku. Chciała żyć tak jak żyła do tych czas. Nie będzie odwiedzać żadnych starszych osób i patrzeć jak konają. Nie. To nie dla niej.

Kontem oka spostrzegła, że drzwi do łazienki powoli otwierają się. Wyszła okryła się ręcznikiem i wyjrzała do przedpokoju jednak nikogo tam nie było.

Położyła się spać. W nocy śniła jej się jakas starsza kobieta wyciągająca do niej dłoń i błagająca o pomoc. Jednak Aresh pieniądze, które miała schowane w kieszeni wydała na nowe ubrania w oryginalnym sklepie. Kiedy się obudziła zobaczyła, że drzwi jej pokoju są otwarte. Poszła je zamknąć ale gdy wracała do łóżka one ponownie zaczęły się otwierać.

- Co jest – Powiedziała wychodząc do przedpokoju. Przez resztę nocy nie potrafiła zasnąć. Spostrzegła, że jej zegarek pokazuje godzinę 5.oo rano – Świetnie. Jak ja teraz pójdę taka niewyspana do pracy? – Zdenerwowała się i zeszła na dół. Zrobiła sobie kawę i włączyła TV.

TV tej godzinie jedyne co leciało to kanał z wiadomościami.

-… dzisiaj w nocy zginęła najbogatsza Szkotka. Jej majątek o wartości … Bez wartości a o samych długach i posiadłość nie mają teraz spadkobiercy. Co najdziwniejsze ciało starszej kobiety zaginęło… – Aresh przestała pić kawę i odłożyła kubek na stół.

- A więc ciotka chciała mi dać same długi. Nigdy w życiu – Powiedziała i uśmiechnęła się – Nie jestem naiwna.

-…,,starsza kobieta – Spiker telewizyjny mówił dalej – …mieszkała w dużym domu. Jednak gdy nasza ekipa weszła do środka straciliśmy z nimi łączność… Mieszkańcy pobliskiego miasteczka twierdzą, że nad domem krąży klątwa i ostatnia osoba z rodu Tirasu jeśli nie przyjmie majątku zginie w tajemniczych okolicznościach… Starsza Pani zginęła z czego wynika, że była ostatnią z rodu…jednak…

Nagle drzwi kuchni powoli zaczęły się otwierać. Aresh szybko odwróciła się i zobaczyła wchodzącą przez nią starszą kobietę w średniowiecznym stroju. Siedziała sparaliżowana i nie mogła się ruszyć.

- …,,z tego co nam wiadomo ostatnim potomkiem z rodu Tirasu jest nijaka Aresh Tirasu…” – W tym momencie telewizor wyłączył się.

Staruszka przybliżyła się do kulącej się ze strachu Aresh.

Dwa dni później media ogłosiły następującą wiadomość:

- ,,…gdy nasi ludzie weszli do domu Aresh Tirasu ich oczom ukazał się potworny widok. Ściany, podłoga, sufit, meble wszystko było pokrytą cienką warstwą ludzkiej krwi. Jedyne co znaleziono to zaginione ciało starszej Pani Tirasu. Po dokonanej sekcji zwłok w jej ciele znaleziony ludzi palec należący do również zaginionej Aresh Tirasu…”
 

 
SZATAŃSKA LICZBA

06.06.06r. Niedawno, bo zaledwie kilka dni temu z dnia 06 na 07 2006 roku w moim domu miało miejsce dziwne wydarzenie. Była cicha a zarazem zimna, ciemna noc. Księżyc na niebie świecił pełnią. Gwiazdy chowały się za ciemnymi chmurami. Siedziałem sama w kuchni przy świecy, gdyż zabrakło prądu. W pomieszczeniu w którym się znajdowałem, przed wieloma laty zmarł mój dziadek. Pamiętam ,że gdy miałem 10 lat, dziadek opowiadał mi o szatańskiej liczbie trzech szóstek. Mówił że gdy nadejdą czasy nieświadomości ludzkiej przez jedną noc każdy doświadczy czegoś przerażającego. Każdy zmarły miał odwiedzić miejsce które niegdyś było mu bliskie. Przypomniało mi się to gdy siedziałem przy jego dawnym łóżku. Nie myśląc o tym dłużej położyłam się spać. Nagle w nocy zbudził mnie dziwny hałas. Wstałem i skierowałem się w stronę dziwnego dźwięku. Było to coraz głośniejsze gdy w momencie zawołałem – dziadku to ty ?? Wszystko ucichło, a drzwi od pokoju uchyliły się. Niczego nie świadomy, skierowałem w jego stronę. Strasznie się bałem tam wejść, ale zobaczyłem dziwne światło, uspokoiłem się. W końcu wszedłem tam. Na ścianie zobaczyłem jasny obłok, jakby świecącego dymu który formował się w nie wyraźną postać. Powinien być przerażony lecz tak się jednak nie stało. Stałem nieruchomo i patrzyłem tak jakby to był ktoś mi bardzo bliski. Gdy w tej postaci dostrzegłem dziadka, łzy zaczęły mi spływać po policzkach. Chciałem się odezwać ale postać coraz bardziej zaczęła się oddalać, a ja nie mogłem nic zrobić. Postać zniknęła, a ja nie wiedziałem co dokładnie się stało. W jednej chwili zrobiłem się senny i musiałem zasnąć na starej kanapie. Rano gdy wstałem zacząłem się modlić za dziadka, myślałem, że to po prostu był sen. Wiec jak zwykle wstałem, umyłem zęby i poszedłem coś zjeść. Postanowiłem wejść do jego pokoju. Gdy wszedłem, na łóżku które stało nietknięte od paru lat, na pierzynie była odciśnięty wyraźnie forma człowieka. A więc czy to możliwe, że to naprawdę był on ??? Czy te liczby były prawdziwym znakiem ?
  • awatar Tanya1001: Masz fajny blog :D Zapraszam do mnie! Piszę opowiadanie i recenzje książek. :) Komentarze bardzo motywują do dalszej pracy. :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Moje rodzeństwo jest do dupy. Tak mnie wkurza, że albo zabiję ich albo siebie dla świętego spokoju
 

 
JEBAĆ TO!
 

 
  • awatar Kaśkaa ♥ ;): Super blog + zapraszam do mnie ;) http://ask.fm/carouseloflove SPAMOWAĆ PYTANIAMI!♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

SEN

Pewnej kobiecie zmarł synek. Kobieta bardzo rozpaczała.
Którejś nocy synek przyśnił się jej. Szedł drogą ubitą kamieniami a przed nim łąka i zieleń nadnaturalnej piekności. Dziecko dźwiga wiadra pełne wody, chce wejść na tę łąkę ale co się zblizy droga wydłuża się i łąka się oddala. Dziecku chce się pić a nie może napić się nawet kropli z wiader musi dojść do łąki i napić się wody źródlanej, ale dojść nie może.

Matka podchodzi do dziecka i mówi:

- "Syneczku postaw wiadra i pobiegnij na łąkę i możesz napić sie wody z wiadra, będzie Ci lżej".

- "Nie mamusiu nie mogę Te wiadra to nie wiadra wody to wiadra twoich łez, a jedna łza waży tyle co tysiące wiader wody".

Matka obudziła się, przestała rozpaczać a pomodliła się za swojego synka. Następnej nocy synek znowu jej się przyśnił. Tym razem szczęśliwy, uśmiechniety biegał po łące, bawiąc się ze zwierzętami, a dalej stał ładny domek. Matka spytała synka czemu taka zmiana. Synek jej odpowiedział:

- "Widzisz mamo każdy z nas popełni jakiś grzech, choćby najmniejszy. I żeby dojść do tej łąki, do tego domu musimy odbyć pewną drogę. Droga ta zależy też często od naszych bliskich. Jeśli popadają w rozpacz tak jak Ty droga nasza się wydłuża. Każda łza jest ciężarem nie do zniesienia i długością nie do zmierzenia. Każda modlitwa skraca drogę. Gdybyś nie rozpaczała już dawno bym tu był. Musisz też wiedzieć że często rozpacz zamyka nam na zawsze możliwość spotkania i zamieszkania razem w tym domu."
 

 
Żołnierz przybył z frontu do umierającego ojca. Zrobiono dla niego wyjątek, ponieważ był jedynym krewnym, jakiego ojciec posiadał.
Gdy wszedł na oddział intensywnej terapii, nagle zobaczył, że na wpół przytomny potężny człowiek podłączony do kroplówki, nie jest jego ojcem. Ktoś popełnił straszny błąd i wezwał nie tego człowieka, co potrzeba.

- "Ile ma przed sobą życia?" spytał żołnierz lekarza. "Nie więcej niż kilka godzin. Zdążyłeś na czas".

Żołnierz pomyślał o synu umierającego, walczącym Bóg wie gdzie, tysiące mil od tego szpitala. Pomyślał o starym człowieku, którego trzymała przy życiu, nadzieja ujrzenia syna po raz ostatni przed śmiercią. I zdecydował się. Pochylił się, wziął rękę starego w swoje dłonie i rzekł miękko:

- "Tato, jestem przy tobie. Wróciłem".

Umierający złapał rękę żołnierza; jego niewidzące oczy otworzyły się, aby spojrzeć wokół, uśmiech zadowolenia pojawił mu się na twarzy i pozostał na niej, dopóki nie umarł godzinę później.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
- Czy chciałbyś wiedzieć, kiedy umrzesz?
- Głupie pytanie.

- Chciałbyś?

- Jasne, że nie. Przecież, gdybym wiedział, kiedy umrę, dalsze życie nie miałoby najmniejszego sensu.

- Tak myślisz. Hmm? A wiesz, kiedy ja umrę?

- Nie mam pojęcia. Kiedy?

- W dwa dni po tym, jak przestaniesz mnie podlewać.

Zerwałem się z łóżka, odsłoniłem firankę i spojrzałem na Alicję. Jej liście były zwiotczałe, a kwiaty obumarłe. Zupełnie nie wiedziałem, jak mogłem o niej zapomnieć. W pędy rzuciłem się po butelkę z rozcieńczonym nawozem i obficie podlałem nim ziemie w doniczce. W podstawce pojawiła się woda i z wolna zaczęła skapywać na parapet.

- Cholera, dlaczego mi nie przypomniałaś?

- Nie chciałam ci przeszkadzać. Oglądałeś telewizję.

Uchyliłem okno i z powrotem położyłem się na łóżku. Alicję dostałem od mamy w wieku siedmiu lat. Była moim jedynym przyjacielem; potrafiła mówić, pomagała mi w lekcjach i wspierała jak brata. Po śmierci rodziców to właśnie w niej znalazłem oparcie. Zebrałem siły, skończyłem szkołę i zdałem maturę. Mając lat dwadzieścia trafiłem szóstkę w totolotku. Teraz myślę, że było to dla mnie bardziej przekleństwem niż ocaleniem od trudnej przyszłości. Ludzie zamiast traktować mnie z politowaniem, zaczęli się nieufnie odnosić, a Alicja z każdym dniem robiła się coraz słabsza. Już nie wystarczało cotygodniowe podlewanie kranówą. Używałem najdroższych nawozów, co miesiąc zmieniałem ziemię na nową, ale nic to nie pomogło. Z każdym dniem Alicja miała coraz mniej liści i kwiatów.

- Przecież dobrze wiesz, że za kilka dni zostanie ze mnie tylko sucha łodyga - powiedziała Alicja, kiedy próbowałem uleczyć ją kolejnym, gazeciarskim sposobem.

- Nie mów tak.

- Nie oszukujmy się. Mam piętnaście lat. Nie będę żyć wiecznie.

- Będziesz, bo jesteś wyjątkową rośliną.

Delikatnie połaskotałem ją pod liściem, ale ona już chyba tego nie czuła, bo wcale nie zareagowała. Dawniej wybuchała żywym, radosnym śmiechem.

- Możesz mi coś obiecać? - zapytała.

- Tak?

- Kiedy mnie już tu nie będzie, to... to znajdź sobie kogoś. Przyjaciela. Tylko niech nie będzie to kolejny kwiat. Obiecasz?

Pokręciłem głową, spojrzałem w sufit i ciężko odetchnąłem.

- Proszę, obiecaj.

- Ty nie umrzesz.

Odwróciłem się i cicho zapłakałem.

***

Koniec Alicji był już bliski. Jej okropnie chuda łodyżka wraz z kilkoma listkami bezwiednie opadły na krawędź doniczki i opuściły się do samego parapetu. W świetle lampki bezmyślnie wpatrywałem się w jej sczerniałe pędy, czekając aż wreszcie wyda z siebie ostatnie tchnienie, rozpadając się w drobny pył.

Ta chwila w końcu nadeszła. Alicja drgnęła wyczuwalnie i resztkami energii zalśniła tak pięknie, jak nigdy jeszcze nie zajaśniała żadna z usianych gęsto na niebie gwiazd.

***

Nie wiem, jak wiele czasu minęło od śmierci Alicji. Pamiętam tylko, że ostatnie dni spędziłem nieustannie pijąc wódkę. Musiało to tak trwać od bardzo dawna, skoro kompletnie straciłem rachubę czasu, a mieszkanie wyglądało, jak po przejściu tornada albo czegoś jeszcze gorszego.

Ważne, że doszedłem do siebie. Ogoliłem się, ściąłem włosy i zainwestowałem w nowe koszule. Codziennie wieczorem chodziłem do parku, by tam relaksować się, czytać książkę lub po prostu patrzeć na to, co robią inni.

Pewnego razu zabrałem ze sobą odłamki starej, porcelanowej doniczki, właśnie tej, w której przez wiele lat kwitła Alicja. Każdy kawałek oddzielnie obracałem w palcach i dokładnie oglądałem. Wierzyłem, że to w nich żyje nadal jakaś cząstka mojego jedynego i prawdziwego przyjaciela.

Byłem tak bardzo pochłonięty oglądaniem odłamków, że prawie bym nie zauważył, jak obok mnie przysiadła się schludnie ubrana kobieta w podobnym do mnie wieku. Popatrzyłem chwilę na nią, ale szybko opuściłem wzrok.

- Kwiat? - zapytała.

Nie odpowiedziałem. Właściwie to nie wiem, czy w ogóle potrafię jeszcze rozmawiać. Przecież od tak dawna tego nie robiłem.

- A wie pan czemu ludzie są jak rośliny?

Wzruszyłem niewyraźnie ramionami.

- Bo gdy są samotni to umierają.
 

 
"Coś było nie tak, on nie chciał wytłumaczyć powodów, skupiony w ciszy składał rzeczy w swym pokoju...".

Odchodzi. On, jej Anioł, kochanek, wspaniała osoba. Zawsze uważała go za kogoś wyjątkowego. Pomagał jej zawsze, trzymał za rękę, gdy opłakiwała śmierć matki. Pomocny, uczynny. Jego rękaw zawsze był do dyspozycji, gdy Aga chciała się w niego wypłakać. Myślała, że tak będzie już zawsze, że będą razem do przysłowiowej "grobowej deski". W jej głowie kołowała się masa myśli; "Jak on może mi to robić? Po tym wszystkim co razem przeżyliśmy.. Przecież ja go kocham... Dlaczego?!". Nikt nie znał odpowiedzi na te pytania, nikt też nie wiedział dlaczego miłość, tak wielka, gorąca, która miała trwać do końca, kończy się. Czyżby on przestał ją kochać? Przecież to niemożliwe! Zawsze dawał jej dowody miłości, twierdził, że kocha ją jak nikogo innego. Na pewno nie kłamał... A może zdrada? Bała się zapytać. Bała się odpowiedzi. Leciały łzy, w powietrzu unosił się zapach bezsilności i cierpienia tej kobiety, która przez swoje życie przeżyła tak wiele... Wierzyła w miłość strasznie! Wierzyła, że kiedyś to, co przeżyła jako dziewczynka, wynagrodzi jej los w przyszłości. Nie miała szczęśliwego dzieciństwa. Jest sierotą. Potrzebowała bardzo kogoś, kto będzie ją kochał. A teraz? Wszystko się zepsuło, mur który budowali wspólnie, nagle się rozpadł. Tak samo jak ta wielka, szalona miłość. Tak szybko, bez słowa wyjaśnienia. W końcu odważyła się. Spytała: Dlaczego?

Nie potrafił odpowiedzieć. Bał się. Odwrócił twarz, żeby ona nie mogła zobaczyć łez spływających po jego policzku. W głębi duszy bardzo cierpiał, nie chciał odchodzić. Kochał ją. Tylko jedna kobieta wiedziała dlaczego tak się stało, dlaczego postanowił skończyć coś tak wspaniałego. Tą kobietą była pani doktor. To ona postawiła diagnozę- AIDS. W tej jednej sekundzie kiedy to usłyszał, zawalił mu się świat. Kiedyś brał, fakt. Dużo, próbował już chyba wszystkiego. Był na dnie. Ale rodzina, przyjaciele pomogli mu z tego wyjść. Zerwał z przeszłością, pokochał kogoś. I cholernie nie chciał, aby to co było się za nim ciągnęło. Jednak sypiał z wieloma pannami. Nie znał ich, po prostu na odlocie nie kontrolował siebie, nie wiedział co robi. Potem zawsze żałował. W końcu stało się to, co praktycznie było nieuniknione... Jakaś z panienek zaraziła go tym świństwem...

A dziś? Nie potrafił poradzić sobie z tym problemem. Bał się odpowiedzialności. Wiedział, że ona cierpi, ale... No właśnie, było to jedno ALE. Kochał ją nadal, nie potrafił jej opuścić. Długo się do tego zbierał.

Aga... Siedziała zapłakana, w myślach ciągle powtarzała: "DLACZEGO?". Chciała tak strasznie wiedzieć, znać odpowiedzi na dręczące ją pytania. Bardzo go kochała. Czystą, szczerą miłością. Było im razem tak dobrze. Na dodatek miała dla niego niespodziankę. Spodziewała się jego dziecka. To by dopełniło ich i tak wspaniały już związek. Chciała powiedzieć mu w dniu jego urodzin. Za trzy dni...

Spakował się. Podszedł do niej. Ostatni raz dotknął jej delikatnego, mokrego od łez policzka. Spojrzał głęboko w oczy, jakby chciał znaleźć w nich pomoc. Pocałował. Agnieszka chciała, aby ta chwila trwała wiecznie. Przytrzymała dłonią jego głowę. Nie chciała go puścić. Jednak on odsunął się.
Zdążył powiedzieć cicho: "Przepraszam..." i wyszedł. Stał jeszcze przez chwilę pod drzwiami zastanawiając się czy postąpił słusznie.

Osunęła się na ziemię i zaczęła płakać. Była zdezorientowana, nie wiedziała co się dzieje.
Wspomnienia... Przyszły tak nagle i nieoczekiwanie. Przypominała sobie ich pierwszy spacer, pocałunek, pierwszy raz. Każdą wspaniałą chwilę.

Nagle odezwał się sygnał w jej komórce. Nie miała siły podejść by odczytać SMS-a. Jednak doszła do wniosku, że to może być od niego. Wstała, podeszła i mokrymi od łez oczyma odczytała: "Kocham Cię, nawet nie wiesz jakie dla mnie to trudne. Powiem Ci, na pewno. Ale nie dziś. Nie jestem na to gotowy.". Aga wybiegła z domu. Zauważyła go stojącego na przystanku. Było już późno. Podbiegła i wprost zapytała:
- Powiedz mi. Błagam!
Stał chwilę, wahał się. W końcu odpowiedział:
- Tak. Masz rację. Masz prawo wiedzieć. Powiem. Choć nie wiesz nawet jakie dla mnie to trudne... Miałem odwagę robić to co robiłem, więc znajdę odwagę też, aby Ci o tym powiedzieć. Jestem chory. Mam AIDS. Ale...- zaczął płakać.
Nie mogła w to uwierzyć... Nic nie powiedziała, odwróciła się i poszła do domu. Tam położyła się i zaczęła płakać. Nad ranem zasnęła zmęczona całonocnym płaczem.

Nazajutrz pojechała do lekarza. Chciała wiedzieć, czy ona jest zdrowa. Zrobiła badania. Przez te kilka dni czekając na wyniki żyła jak w transie. Robiła to, co musiała. Ciężko z nią było się skontaktować... Cały czas towarzyszył jej strach o siebie, o dziecko... W końcu telefon. Są wyniki. Pojechała. Otworzyła kopertę i... CUD! Jest zdrowa! Nie posiadała się z radości. Cały gniew przeszedł jej, liczyło się tylko to, że nie zaraził jej i ich dziecka. Zadzwoniła do Krzyśka.
- Jestem zdrowa. A Tobie nie pozwolę, abyś odszedł. Razem przez to przejdziemy, kochamy siebie, nie pamiętasz? Nie zostawię Ciebie w takim stanie. Kocham Cię. Wracaj, proszę Cię, wybaczę Ci to, co zrobiłeś.

Odpowiedzią była cisza. Cisza, która była wymowniejsza od słów.

Na drugi dzień wrócił. Zapłakany... Udawali, że są szczęśliwą parą. Żyli dla siebie i dla nienarodzonego dziecka. Kochali się bardziej, niż kiedykolwiek indziej. Chodzili razem na spacery, jeździli na wycieczki. Urządzili pokój dla swojego dziecka. Postanowili, że jak będzie to chłopiec, to będzie Krzysztof, a dziewczynka, Oliwia. Ustalili także, że jak już go zabraknie, a dziecko będzie starsze, Aga opowie mu historię swojego taty i powie, że teraz on siedzi na jednej z gwiazd i czuwa nad nimi. I że go na pewno bardzo kocha. Żeby wiedziało...

Doczekał narodzin swojej córeczki. Dostała na imię Oliwia, tak jak ustalili wcześniej. Tata bardzo ją kochał, była jego oczkiem w głowie. Długo niestety nie nacieszył się rolą ojca. Dwa miesiące po narodzinach zmarł...

Do trumny włożyła mu karteczkę z napisem:

"Miłość to jest to, co pozostaje, gdy już zabrane jest wszystko. Nawet nadzieja... Kocham Cię".